Numer IP to za mało, żeby zidentyfikować pirata

Anty-piraci i ich prawnicy w całej Europie są przekonani, że skoro zarejestrowali fakt złamania prawa autorskiego z konkretnego adresu IP, użytkownik który płaci rachunki za ten komputer, jest za to odpowiedzialny. Na szczęście Sąd w Rzymie zweryfikował tą wiedzę i zadecydował, że numer IP nie namierza konkretnej osoby, a jedynie wykonane połączenie.
W całej Europie organizacje antypirackie oraz wynajmowane przez nie firmy, np. Logistep, szaleją i masowo namierzają użytkowników korzystających z opogramowania P2P. Następnie, po zapisaniu sobie numeru ip nieszczęśnika, grożą dostawcy usług internetowych (ISP), z którego ów korzysta, że jeżeli nie ujawni danych personalnych swojego klienta, odbędzie się rozprawa sądowa i posypią się ogromne kary. Prawnicy będący na garnuszku antypiratów oraz firmy, takie jak wspomniany wcześniej Logistep, zarzekają się, że skoro mają już numer IP, to automatycznie oznacza, że właściciel tego komputera jest przestępcą albo jest winny złamania praw autorskich.
Tribunale Ordinario di Roma zarządził, że sam adres nie identyfikuje osoby naruszającej prawo. Prokurator Okręgowy oraz Sędzia stwierdzili, że namierzenie miejsca skąd nastąpiło złamanie praw autorskich jest niewystarczające, aby zidentyfikować osobę łamiącą prawo autorskie, zwłaszcza że to inne osoby, niż właściciel danego łącza internetowego, mogli popełnić to przestępstwo.
Jeżeli to nie było dość jasne wcześniej, teraz wszyscy zrozumieją, że dowód w postaci samego adresu IP nie identyfikuje osoby, która używa oprogramowania P2P do łamania praw autorskich, a jedynie samo połączenie. Do oskarżenia danej osoby oprócz jej adresu ip, przydałyby się także np. jakieś dane z jej osobistego komputera, świadczące o pirackiej działalności.
Zobaczymy co na to antypiraci…
(news.p2p.info.pl)














